Niepokój
Martwienie się jako takie nie jest, oczywiście, czymś, co przeszkadza nam w skutecznym działaniu; rozmyślając nad jakimiś problemem — to znaczy, czyniąc go przedmiotem konstruktywnej refleksji, co może wyglądać na martwienie się — możemy znaleźć jego rozwiązanie. W istocie rzeczy reakcją leżącą u podłoża martwienia się i niepokoju jest czujność, wypatrywanie potencjalnego zagrożenia, co miało bez wątpienia ogromne znaczenie dla przetrwania naszego gatunku. Kiedy obawa postawi w stan gotowości umysł emocjonalny, to pojawiający się w wyniku tego niepokój kieruje całą naszą uwagę na bezpośrednio zagrażające nam niebezpieczeństwo, zmuszając mózg do ignorowania w tym momencie wszelkich innych spraw i skoncentrowanie się na poszukiwaniu najlepszego sposobu wyjścia z opresji. Niepokój jest w pewnym sensie analizowaniem sytuacji i zastanawianiem się nad tym, co może się nie udać i jak mamy sobie z tym poradzić; celem niepokoju i martwienia się jest wynajdywanie sposobów wyjścia z zagrożeń, które niesie z sobą życie, poprzez ich przewidywanie i uprzedzanie.
Prawdziwy kłopot jest natomiast z chronicznym, ustawicznie powracającym niepokojem, który nigdy nie przybliża nas nawet na krok do pozytywnego rozwiązania dręczących nas problemów. Dokładna analiza tego stanu wykazuje, że ma on wszelkie cechy porwania emocjonalnego o niskim nasileniu — niepokój zdaje się wypływać znikąd i nie możemy nad nim zapanować. Nie poddaje się on racjonalnemu rozumowaniu i narzuca nam jeden tylko, sztywny punkt widzenia na dręczący nas problem. Jeśli ten cykl nasila się i utrzymuje, to stopniowo przeradza się w pełnoobjawowe zespoły zaburzeń lękowych, które przybrać mogą postać fobii, nerwicy natręctw czy ataków lękowych. W każdym z tych zaburzeń niepokój zostaje inaczej ukierunkowany: u osób cierpiących na fobie koncentruje się on na tym, co je przeraża, u osób nękanych myślami natrętnymi (mających obsesje) skupia się na zapobieganiu jakiemuś budzącemu lęk nieszczęściu, w atakach lękowych przeradza się w lęk przed śmiercią czy przed wystąpieniem takiego właśnie ataku.
Wspólnym mianownikiem wszystkich tych stanów jest nienaturalny niepokój. Pewna kobieta cierpiąca na nerwicę natręctw stworzyła sobie cały system rytuałów, które pochłaniały jej większość czasu — parę razy dziennie brała czterdziestopięciominutowy natrysk, po dwadzieścia razy albo więcej myła ręce, przy czym każdorazowe mycie trwało pięć minut. Nie usiadła nigdzie, zanim nie przetarła siedzenia tamponem nasyconym alkoholem, aby je zdezynfekować. Za nic nie dotknęła dziecka ani żadnego zwierzęcia, gdyż były „zbyt brudne". U podłoża wszystkich tych przymusowych czynności leżał ogromny lęk przed zarazkami; bez ustanku niepokoiła się, że jeśli nie będzie ustawicznie myć się i sterylizować wszystkiego, z czym ma kontakt, to złapie jakąś groźną chorobę i umrze.
Inna kobieta, którą leczono na nerwicę lękową [generalized anxiety disorder] — jak w terminologii psychiatrycznej określa się stały niepokój — tak oto zareagowała na prośbę lekarza, by przez minutę relacjonowała głośno niepokojące ją myśli:
Mogę nie zrobić tego właściwie. Może to być tak sztuczne, że nie będzie wskazywało na to, co się naprawdę ze mną dzieje, a musimy przecież dotrzeć do tego, co się naprawdę ze mną dzieje... Bo jeśli nie dotrzemy do tego, to mi się nie polepszy. A jeśli mi się nie polepszy, to nigdy nie będę szczęśliwa.
W tym mistrzowskim popisie niepokojenia się niepokojem sama prośba o głośne wyrażenie niepokojących myśli doprowadziła w ciągu kilku zaledwie sekund do kontemplowania kładącej się cieniem na całym życiu katastrofy: „Nigdy nie będę szczęśliwa". Niespokojne myśli z reguły biegną takim torem, układając się w wewnętrzny monolog, przeskakując z jednej niepokojącej sprawy na inną, co bardzo często prowadzi do katastrofizowania, wyobrażania sobie jakiejś straszliwej tragedii. Prawie zawsze przybierają one postać uchwytną dla „ucha", a nie dla „oka", umysłu, to znaczy wyrażane są za pomocą słów, nie obrazów, fakt, który ma ważne znaczenie dla panowania nad niepokojem.
Borkovec i jego koledzy zaczęli badać niepokój sam w sobie, kiedy próbowali znaleźć metodę leczenia bezsenności. Inni badacze zauważyli, że niepokój występuje w dwóch formach: kognitywnej, czyli niepokojących myśli, i somatycznej, czyli fizjologicznych objawów niepokoju, takich jak pocenie się, przyspieszony rytm pracy serca czy napięcie mięśni. Borkovec stwierdził, że u osób cierpiących na bezsenność podstawowym problemem nie jest wcale pobudzenie somatyczne. W stanie czuwania utrzymywały je natrętne myśli. Nie mogły przestać martwić się, nawet jeśli bardzo tego chciały. Pomagało im zasnąć jedynie oderwanie myśli od trosk i niepokojów i skupienie się na doznaniach, które dawała im relaksacja, będąca w takich przypadkach skuteczną metodą.