Nagły przypływ wściekłości
Skoro korzenie złości tkwią w bojowym elemencie gotowości do walki lub ucieczki, to nie jest żadnym zaskoczeniem odkrycie Zillmanna, że czynnikiem wyzwalającym złość jest poczucie zagrożenia. Zagrożenie sygnalizować może nie tylko bezpośrednia groźba ataku fizycznego, ale również, co zdarza się znacznie częściej, symboliczne naruszenie naszego poczucia godności własnej czy szacunku dla samego siebie: niesprawiedliwe lub grubiańskie potraktowanie nas przez kogoś, obraza albo poniżenie, udaremnienie prób osiągnięcia ważnego dla nas celu. Takie postrzeganie czyjegoś zachowania uruchamia reakcję układu limbicznego, który dwojako oddziaływuje na nasz mózg. Z jednej strony powoduje on wydzielanie się katecholamin, które wyzwalają szybki, krótkotrwały przypływ energii, wystarczający do przeprowadzenia — jak ujmuje to Zill-mann — „jednej dynamicznej akcji, takiej jak walka albo ucieczka". Ten przypływ energii trwa kilka minut, podczas których, w zależności od tego jak mózg emocjonalny oceni szansę każdego z tych działań, ciało przygotowuje się albo do gwałtownej walki, albo do szybkiej ucieczki.
W tym samym czasie inny strumień wysyłanych przez ciało migdałowate impulsów stymuluje centralną regulację kory nadnercza, wytwarzając ogólny stan podwyższonej gotowości do akcji, który jest niejako tłem dla wyzwolonego przez katecholaminy nagłego przypływu energii i utrzymuje się znacznie dłużej. To ogólne pobudzenie nadnerczy i kory mózgowej może trwać przez wiele godzin, a nawet dni, utrzymując mózg emocjonalny w stanie szczególnej gotowości do natychmiastowego działania, jednocześnie tworzą one podstawę, na której niezwykle szybko nadbudowują się następne reakcje. Ogólnie biorąc, stan wzmożonej gotowości wywołany pobudzeniem kory nadnerczy tłumaczy, dlaczego osoby, które zostały wcześniej przez kogoś sprowokowane albo lekko zirytowane, tak łatwo wybuchają później gniewem na kogoś innego. Pobudzenie kory nadnerczy, obniżające próg odporności na bodźce wywołujące złość, jest wynikiem wszystkich rodzajów stresu. I tak kogoś, kto miał ciężki dzień w pracy, może po powrocie do domu łatwo rozzłościć coś — na przykład hałaśliwe zachowanie dzieci albo pozostawiony przez nie bałagan — co w innych okolicznościach nie byłoby wystarczająco silnym bodźcem, aby doprowadzić do porwania emocjonalnego.
Zillmann dochodzi do tych wniosków na podstawie rzetelnych badań. W serii eksperymentów jego współpracownik prowokował mężczyzn i kobiety, którzy na ochotnika zgłosili się do badań, uszczypliwymi uwagami na ich temat. Później osoby badane oglądały przyjemny albo przygnębiający film. Następnie dano im możliwość odpłacenia prowokatorowi pięknym za nadobne, proponując wystawienie oceny, która rzekomo miała być wzięta pod uwagę przy podjęciu decyzji o ewentualnym zatrudnieniu go. Intensywność reakcji odwetowej była wprost proporcjonalna do stanu pobudzenia przez obejrzany przed chwilą film; ci, którzy oglądali film nieprzyjemny, byli bardziej źli i wystawiali najgorsze opinie.